Artysta

0

Kiedy leciałem do Gonzaga University, zazdrość moja dotyczyła nie tylko wojownika, ale i artysty. Wybrałem Gonzaga dlatego, że chciałem być dobrym wojownikiem – dostałem tam stypendium dzięki moim umiejętnościom debatowania, które zakładają walkę intelektualną. Wybrałem Gonzaga również z powodu mojego zainteresowania poezją, mitologią klasyczną, opowiadaniami, architekturą, estetyką, filozofią, teologią – wszystkim tym, co według mnie wzbogacało moją wyobraźnię, prawdę, radość, emocje, nowy wewnętrzny świat. Czytałem książki Hermanna Hessego: Siddhartha i Narcyz i Złotousty tak, jakby były to źródła wody na bezludnej wyspie. Czytałem książki dotyczące ducha – Biblię, Filozofię wieczystą, mistyków chrześcijańskich, Kabałę. Poznawałem różne religie. Studiowałem poezję i malarstwo. W moim pojęciu nic, oprócz braku wytrwałości bądź wizji, nie mogło mi przeszkodzić w dotarciu do samego sedna życia. Wojownik we mnie dodawał mi wytrwałości, artysta – wizji. W dążeniu do wizji – potrzebie ujrzenia moich wyobrażeń w konkretnej formie na papierze, w kamieniu, w wymyślaniu czegoś nowego, w służbie, przypominałem każdego młodego mężczyznę. Nawet najbardziej zatwardziały, nawet ograniczony barierami rasizmu czy wykorzystywania, nosi w sobie pragnienie tworzenia – pozostawienia po sobie śladu, dotknięcia czegoś własnymi rękami, sercem, umysłem – by zobaczyć, jak z formy pierwotnej nabiera kształtu wytwór jego wyobraźni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *