NASTOLATEK, KTÓRY CIERPI, A MY NIE WIEMY DLACZEGO

0

Coś mnie zżerało od środka. Co to było, nie wiedziałem ani ja, ani moja matka. Chciałem, żeby świat cierpiał z powodu tej ogólnej niewiedzy. Działo się we mnie coś bolesnego, mrocznego, i nie chciałem być z tym sam. Wyciągałem rękę po pomoc, stając się trudny dla rodziny. Wskutek takiego bezustannego oddziaływania moja rodzina łączyła się ze mną (bez większego sukcesu, jeśli mierzyć to „rozwiązaniem problemu Mike’a”, lecz niezmiernie udanie, jeśli miałoby to być: „Dajmy mu odczuć, że nam na nim zależy”). Wielu rodziców przez całe lata żyje z synami, którzy nie wiedzą, co czują bądź dlaczego czują to, co czują. Coś się wydarzyło, lecz oni albo tego nie pamiętają, albo to wypierają. Aby ich wesprzeć, musimy przedefiniować „sukces” z „poznać szczegóły, a następnie pomóc w rozwiązaniu problemu, aby mu ulżyć” na „po prostu z nim być”. To jest duchowa bezstronność w najlepszym znaczeniu tego słowa. Pozwalamy, żeby chłopak sam sobie poradził. Poradzi sobie z niemal wszystkim, jeśli tylko zejdziemy mu z drogi, ale będziemy pokazywać, że nam na nim zależy. Jednocześnie możemy nadać myśleniu chłopca odpowiedni kierunek, koncentrując się na czterech głównych obszarach powstawania problemów. Stany emocjonalnego zagubienia na ogół biorą się z wewnętrznego konfliktu dotyczącego tożsamości, autonomii, moralności i/lub intymności. Ukierunkowując chłopca na te cztery obszary, zwiększamy szanse powodzenia naszej pomocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *