Nie traktujemy zbyt wielu spraw personalnie

0

W miarę możliwości jak najczęściej odnosimy się do dojrzewającego chłopca z poczuciem humoru i pogodą ducha. Wiemy przecież, że jego umysł przechodzi teraz powtórne narodziny, co jest przyczyną wielkiego zagubienia, poczucia braku bezpieczeństwa, towarzyszą mu zmiany społeczno-towarzyskie (na przykład przechodzenie ze szkoły podstawowej do gimnazjum, z gimnazjum do liceum), dzieci z otoczenia znajdują się na różnych poziomach rozwoju ku dojrzałości (na przykład niektórzy chłopcy są dojrzali w wieku czternastu lat, inni nie; są dziewczęta, które znacznie wyprzedzają chłopców pod względem rozwojowym), bombardowany jest bodźcami zewnętrznymi i wewnętrznymi. W tych okolicznościach większość zachowań chłopca ma doprawdy niewiele wspólnego z nami, a najczęściej są przejawem jego bezradności. Czuje się przecież jak marynarz na wielkim, nieznanym oceanie. Podczas niedawnej konferencji na temat ciąż młodocianych poznałem pewnego mężczyznę, ojca czworga dzieci. Opowiedział mi świetną historię dotyczącą jego syna i żony. Pewnego dnia syn, czternastolatek, powiedział do mamy; „Niektórzy chłopcy przynoszą książki z brzydkimi obrazkami”. Mama zapytała spokojnie: „Czy w tych książkach zobaczyłeś coś, czego nie widziałeś w domu?” „Nie” – padła odpowiedź. „A zatem to nic takiego” – odparła mama. Teraz chłopiec jest już dojrzały. Według ojca, który opowiedział mi tę historię, zajście z matką stanowiło dobrą metaforę dorosłego życia syna: kiedy coś go zainteresuje, zaczyna się nad tym krytycznie zastanawiać, dokonuje kilku porównań i pozostaje pogodny. Pod tym względem matka była doskonałą nauczycielką spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *