W cieniu Niemiec

0

Zmaganie się z cieniem Niemiec oznaczało dla mnie jednocześnie zmaganie się z tożsamością Żyda, mężczyzny, człowieka, któremu udało się przeżyć. Zmagania te ożyły we mnie, kiedy byłem w Dachau, gdzie moi żydowscy bracia i wielu, wielu innych ludzi było torturowanych i mordowanych. Byłem tak wstrząśnięty, że nie umiałem płakać. Łzy popłynęły dopiero kilka godzin później. Powróciłem tam następnego dnia. Chociaż miejsce to wywoływało we mnie strach i odrzucenie, brnąłem ku czemuś, czego nie umiałem nazwać. Udało mi się to dopiero po długich godzinach, dniach wystawania i wędrowania po miejscach tortur, wsłuchiwania się w szepty. Byłem zaskoczony, że ostatecznie nie czułem już nienawiści do Niemców, że na jej miejscu pojawiło się coś zadziwiającego – przebaczenie. Czułem, jak znika gdzieś moje własne poczucie winy wywołane tym, że przeżyłem. Czułem, jak staję się mocny przekonaniem, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie dopuścić do powtórzenia się Dachau. Poświęciłem się poszukiwaniu prawdy i pokoju.
Byłem młodym człowiekiem, któremu udało się znaleźć swoją duszę. Dojrzałem podczas tych miesięcy spędzonych w Europie. Dojrzewanie to przybrało najczystszą formę podczas pobytu w Dachau. Pamiętam, jak stałem tam i dokonywałem analizy mojej tożsamości. „Kim jesteś?” – zadawałem sobie pytanie. „Kim jesteś teraz, kiedy przestałeś nienawidzić i obawiać
się Niemców?” Godzinami, a właściwie całymi dniami spisywałem mój dziennik podróży.
Każdy chłopak musi na trzecim etapie odnaleźć swoją Europę i Dachau.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *